Tomasz Domżalski

trener biegania

Kiedy jesteś młodym człowiekiem wybór życiowej drogi jest dość prosty… strażak, policjant, pilot, ewentualnie piłkarz..
Biegaczem mało który chłopak na podwórku chciał zostać zwłaszcza, na tak małym jako moje. Ale właśnie tam się zaczęło, na podwórku w rodzinnym Gąsiorowie. Mając jakieś 7 może 8 lat, przy jednej z chłopięcych zabaw, uderzyłem młodszego brata kawałkiem ostro zakończonej drewnianej deski Rana okazała się draśnięciem, ale mimo to, przerażony, z miejsca wystartowałem i pobiegłem co sił powiadomić
pracującego w polu tatę. Przebiegłem wtedy swojego pierwszego w życiu „tysiaka”, do dziś pamiętam każdy moment tego biegu, nie było zmęczenia a myśli koncentrowały się na jednym.. jak najszybciej dobiec na miejsce.
To wydarzenie nie spowodowało, że jak Forest Gump zacząłem biegać, w końcu kariera piłkarska była ważniejsza… Musiało upłynąć jeszcze kilka lat zanim odkryłem w bieganiu to coś co do dzisiaj sprawia, że jestem szczęśliwym sportowcem i każdego dnia realizuje swój sportowy plan

Mając 14 lat postanowiłem, wybierając szkołę postawiłem na liceum sportowe, jeszcze bez zamysłu o bieganiu, ale bieganie było jednym z warunków zdania egzaminów. Przygotowania zaczęły się właśnie od codziennego biegu. Dystans ok 3 km pokonywałem na czczo i niemal za każdym razem jako wyścig.. rywalami były drzewa, samochody i niewidzialni rywale. Na mecie zawsze zwycięstwo.

Przygoda z klubem lekkoatletycznym nie trwała długo, jednak dzisiaj mam wrażenie, ze zapamiętałem wszystko czego przez niecały rok uczyli mnie trenerzy.
Do biegania powróciłem mając dopiero 28 lat. Od tamtego czasu każdy rok odkrywa nowe pokłady moich możliwości, otwiera nowe drogi i utwierdza mnie w przekonaniu, ze sportowcem można zostać zawsze.